DEBEŚCIARA, Ewa Pirce [Recenzja]

Debeściara to książka, która w moim mniemaniu miała bardzo silną promocję przedpremierową. Z haseł reklamowych wywnioskowałam, że jest to lekka komedia, idealna na letnie wieczory. Skusiła mnie obietnica zabawnej, niewymagającej lektury, szczególnie, że od paru miesięcy przechodzę kryzys czytelniczy. Miałam nadzieję, że coś takiego lekkiego otworzy mnie na inne pozycje, jednak już od pierwszych stron miałam ochotę rzucić Debeściarę w kąt. Dlaczego?

Monika nie ma szczęścia w życiu… Kot złośliwie wchodzi jej pod nogi, prysznic zacięcie atakuje zimną lub gorącą wodą, praca nie chce jej znaleźć, a wredne współlokatorki tylko dolewają oliwy do ognia. Niech je szlag! Albo lepiej: niech im tipsy odpadną!
Jednak pewnego dnia los stawia na jej drodze nieziemsko przystojnego mężczyznę, który ku zaskoczeniu wszystkich okazuje dziewczynie swoje zainteresowanie. Wkrótce potem Monika znajduje wprost idealną pracę, do której nie ma za grosz kwalifikacji, choć jakimś cudem zostaje przyjęta.
Lecz czy ta dobra passa szybko się nie skończy? Zwłaszcza kiedy pracodawcy odkryją, że jej CV niewiele ma wspólnego z nią samą, a nowy amant przekona się, że życie nowopoznanej to pasmo porażek…
Dziewczyna staje na rzęsach, aby zachować twarz, mimo iż wpadka goni wpadkę, a wiatr wieje jej w dekolt. Ale przecież z każdej krępującej sytuacji można wyjść obronną ręką (albo ponętną piersią, jeśli mowa o częściach ciała), znaleźć wytłumaczenie, nawet jeśli trzeba nagiąć prawdę… Ale tylko ociupinkę!
Jednak czy to wystarczy, aby wyjść na prostą w świecie, który najwyraźniej sprzysiągł się przeciwko niej i na każdym kroku jej o tym przypomina? Dobrze chociaż, że ma nieodparty urok osobisty (nie zaprzeczajcie!) i nie należy do tych, które chętnie nadstawiają drugi pośladek…

dav

Tak prezentuje się opis książki z okładki. Sama fabuła istotnie jest lekka i niewymagająca. Całość utrzymana jest w jednej tonacji, bez zwrotów akcji, które mogłyby nad wyraz zainteresować czytelnika. Narracja jest poprawna, ale jednocześnie mało ambitna – nie doszukujcie się tutaj bogatych, plastycznych opisów czy głębszych refleksji bohaterki. Historia pędzi niczym odrzutowiec. Co do bohaterów… No, cóż… O głównej bohaterce opowiem dalej. Jedyną postacią, która trzymała mnie przy tej powieści i w której pokładałam ogromne nadzieje był Julian, ale i jemu w końcu udzieliło się przebywanie z Moniką. A co się tyczy samej Moniki…

Powiedzieć, że Monika Cipucha ma pecha to, jak nie powiedzieć nic. Fakt niezaprzeczalny, że często zdarzają jej się nieszczęśliwe wypadki, aż nazbyt często. Ja naprawdę się dziwię, że ta postać przetrwała tę historię po tylu uderzeniach w głowę, upadkach, wpadnięciu pod śmieciarkę, etc, etc. Można tak jeszcze długo wymieniać. Mnie najbardziej irytował fakt, jak niemądrą osobą jest bohaterka. Infantylna, roztargniona, lekkomyślna, w dodatku bezczelna. Wykręca się kłamstwami i wymówkami na poziomie podstawówki, co jest po prostu żenujące.

I tutaj przechodzimy do sedna sprawy. Debeściara ma być komedią, ale zamiast śmieszyć, przeraża. Zachowania głównej bohaterki i sytuacje z jej udziałem, do których doprowadza najczęściej ona sama są żałosne. Mniej więcej w połowie książki napisałam przyjaciółce, że mam ochotę dosłownie wydłubać sobie oczy przez to co czytam. Nie zrozumcie mnie źle, ja uwielbiam humor w powieściach, ale nie opierający się na robieniu z siebie idioty. No, ale może ja się nie znam, może mam inne poczucie humoru niż wszyscy. Nie chcą być gołosłowną przytoczę kilka przykładów prosto z kart książki, z pierwszych stron.

Kurczę, czy to ich mantra? Nie pytajcie, co oznacza to słowo. Słyszałam w jakimś programie i postanowiłam poużywać, bo brzmiało jakoś tak wyrafinowanie.

Tak, wiem, są momenty, gdy moja elokwencja przerasta mnie samą. Co? Zaskoczeni? Ja tez znam trudne słowa, i to nie tylko z telewizji. To słowo znalazłam w Internecie, zapisałam sobie na kartce i powtarzałam je tak często, aż zapamiętałam.

– Proszę – jęknęłam. – Powiedz mi, że tego nie usłyszałeś. Powiedz, że nie wypowiedziałam tych słów na głos, bo zapadnę się pod ziemię albo schowam w niej głowę jak sęp.

– Struś – powiedział.

– Co „struś”? – Zmarszczyłam brwi.

– Schowasz głowę w piasek – wyjaśnił, sprawiając, że poczułam się jak jakiś dziwoląg.

– Ale ja nie mam ochoty chować głowy w piasek, powaliło cię? – Zmierzyłam go pełnym dezaprobaty spojrzeniem.

dav

– Julianie, może wejdziesz na kawę? – Zaprezentowałam mu uśmiech numer pięć.

– Jasne, Moniko, jeśli tego właśnie chcesz. – Zaśmiał się, sprawiając, że poczułam łaskotanie w dole brzucha.

– Nie… za to wolałabym cię ujeżdżać… godzinami – powiedziałam do siebie, wychodząc z samochodu.

– Przepraszam, mówiłaś coś? – Zatrzymał się, spoglądając na mnie pytającym wzrokiem.

– Na pewno nie boli? – przerwał w końcu krępującą ciszę, wskazując ruchem głowy moja stopę.

– A może kopnę cię w jądra i zapytam o to samo? – jęknęłam.

– Nie, dziękuję. – Zaśmiał się lekko.

– Cholera, znów powiedziałam to na głos? – Zadarłam głowę, wbijając w niego swój przerażony i zawstydzony wzrok.

[…] Chwilę później poderwałam się i łapiąc laptopa, wpisałam w Google słowo „intrygująca”.

– O cholera! – zawołałam.

On uważa, że jestem intrygująca. […] Wzięłam długopis i kartkę, by spisać słowa, których chciałam się nauczyć.

To są jedne z bardziej nieśmiesznych dla mnie sytuacji z samego początku książki. Najgorsze, że takie momenty powtarzają się cały czas przez około 230 stron. Zupełnie, jakby Autorka opierała swój humor na tych jednych, paru konkretnych schematach. Dodatkowo niesmaczne jest to, że w głównej mierze cała historia opiera się na dzikim seksie i namiętnym pożądaniu drugiej osoby i takie też żarciki tutaj znajdziemy. Mamy niby jakieś inne wątki, jakieś rozwinięcie związku Moniki i Juliana, ale to jest tak mocno zaznaczone, że równie dobrze mogłoby tego wcale nie być. Smutne jest to, że bohaterka myśli cyckami (i nie tylko) zamiast głową. Może w przeciwnym wypadku byłaby mniej odpychająca.

Reasumując, nie chcę się już dłużej znęcać nad Debeściarą. Nie powiem, przy końcówce się nawet trochę śmiałam, w miarę szybko się to czytało. Mimo wszystko czuję ogromne rozczarowanie powieścią. Nie miałam jakiś konkretnych oczekiwań, ale spodziewałam się chyba trochę bardziej wyszukanego humoru, a tak komedia zamiast mnie bawić, napawało mnie żenadą. W pewnym momencie naprawdę ta lektura to była istna tortura. W tej pozycji również brakuje mi jakiegoś zwrotu akcji, który wywołałby mnie efekt „Wow!”, a tak całość przeczytałam z taką samą obojętnością, ubolewając jednocześnie nad głupotą głównej bohaterki. Tak, jak powiedziałam wcześniej, może to ja mam jakieś dziwne poczucie humoru, może się nie znam na komediach, nie wiem. Gdyby mnie ktoś zapytał czy polecam Debeściarę bez zastanowienia odparłabym, że nie, ale jeśli ktoś chce to proszę bardzo. Czytacie na własne ryzyko.

3 uwagi do wpisu “DEBEŚCIARA, Ewa Pirce [Recenzja]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s