„Nie da się napisać czegoś zupełnie oryginalnego. ” – Wywiad z AGATĄ SUCHOCKĄ!

Agata Suchocka, nasza polska Anne Rice, jest kobietą naprawdę wszechstronnie uzdolnioną. Pisarka, tłumaczka, poetka, wokalistka, rysowniczka i animatorka kultury.  Uwielbia bluesa, gra na ukulele i udziela się wokalnie w Formacji Bluesowej Gorszy Sort. Trochę tych talentów posiada! Ma już na swoim koncie kilka wydanych pozycji – cztery tomy serii „Daję Ci wieczność”, które ukazały się za granicami naszego kraju, dwa tomy tego cyklu wydane w Polsce, powieść obyczajowa, audiobook sci-fi… Sporo tego towaru. Z okazji zbliżającej się premiery (23.06.) książki „O jeden krok za daleko” Agata zgodziła się udzielić mi wywiadu, w którym opowie Wam nie tylko o swojej najnowszej powieści, lecz również o wampirycznym cyklu „Daję Ci wieczność”, antologii „Gorące lato” oraz audiobooku „DICE”. Serdecznie zapraszam!

89361420_1105757369759772_5332314718184931328_o

Chciałabym zapytać Cię o inspiracje. Często, gdy mówisz o swoich powieściach wspominasz o dziełach kultury, pod wpływem których napisałaś daną książkę. Tak, jak w przypadku cyklu „Daję Ci wieczność” – dla Twoich fanów nie jest tajemnicą, że Twoją inspiracją do stworzenia tych powieści były książki Anne Rice. Czy zdarza się, że motywy z takich inspiracji przechodzą na karty tekstów, które tworzysz? Jeśli tak, to czy te nawiązania zostawiasz, modyfikujesz, a może całkowicie je usuwasz?

W jednej z pierwszych opinii na temat „Woła mnie ciemność” recenzentka zauważyła, że „dobrze mieć wzorzec wysokiej próby”.  Nie wstydzę się moich inspiracji, mówię o nich otwarcie i chcę, by czytelnicy je dostrzegali, bo przecież o to właśnie chodzi, jeśli umieszczam w tekście jakieś nawiązania. Niektóre z nich nie są chyba nawet świadome, a ja potrafię przypomnieć sobie o nich po latach. Dopiero po obejrzeniu serialu „Wiedźmin” przypomniałam sobie, że Lothar ma białe włosy dlatego, że wymyślając jego powierzchowność zaczytywałam się w opowieściach o Geralcie. I to na długo  przed tym, nim stało się to modne, bo w latach dziewięćdziesiątych. Lothar jednak przez wszystkie te lata oderwał się od tej inspiracji i zdążyłam o tym zapomnieć. Julian Kolbe, bohater powieści „Pianissimo”, która ma ukazać się jesienią, powstał pod wpływem wspaniałych interpretacji utworów Chopina przez młodego łotewskiego pianistę Georgijsa Osokinsa.  Napisałam o tym obszerne posłowie do książki. Inspiracje są bardzo ważne, ale wybieram je bardzo ostrożnie i staram się, by były to zjawiska czy osoby, którymi mogę pośrednio poprzez tekst zainteresować moich czytelników. O tym, co mnie inspiruje, piszę posty w grupie FanClub Agaty Suchockiej na Facebooku, do której serdecznie zapraszam. Czasami są to rzeczy absurdalne i dziwaczne.

Czy według Ciebie inspiracje są nieodłącznym elementem twórcy/pisarza? Myślisz, że da się napisać powieść bez żadnych bodźców kulturowych z zewnątrz? Jakby nie patrzeć, każdy film, serial, gra czy książka swoją fabułą wpływają w jakiś sposób na wyobraźnię człowieka.

Nie da się napisać czegoś zupełnie oryginalnego. Najważniejsze jest to, żeby inspiracja pozostawała inspiracją i dzieło, które powstało na jej skutek nie stało się plagiatem. Niestety, plagiaciarstwo jest teraz powszechne na naszym rynku literackim. Wychodzą dziesiątki książek,  w których bohaterowie różnią się jedynie kolorem włosów i imionami, a akcja jest jak odbijana od sztancy. Co kuriozalne, czytelnikom to nie przeszkadza, może dlatego, że podobno najbardziej lubimy to, co znamy? 

Skoro jesteśmy przy Twoim wampirycznym cyklu. Od roku 2017 ukazuje się on poza granicami naszego kraju, nakładem wydawnictwa Cheeky Kea Printworks ukazały się już cztery tomy serii. Jak przebiega Twoja współpraca z tym wydawcą, jak się zaczęła? Skąd pomysł na wydawanie książek po angielsku? Mogłabyś nam krótko o tym opowiedzieć?

Zaczęło się kilka lat temu, gdy autorzy zaczęli chwalić się w mediach społecznościowych zagranicznymi kontraktami. Miałam już gotowy przekład „Woła mnie ciemność”, więc zaproponowałam go za oceanem. Teraz wydawca to często tylko człowiek z laptopem i listą kontaktów do freelancerów. Za oceanem w takich jedno lub kilkuosobowych wydawnictwach wydaje się głównie ebooki, książki papierowe dostępne są w trybie druku na żądanie. Wydawca nie ponosi więc kosztów druku tysięcy egzemplarzy. Do tej pory ukazały się cztery tomy mojego cyklu, ale gdy przetłumaczę piąty, być może ukażą się jeszcze dwa, gdyż szósty napisałam po angielsku i nie ma wersji polskiej. Bądźmy jednak szczerzy: na tak ogromnym rynku zagranicznym polski autor nie ma szansy zaistnieć nawet jeśli ma na nazwisko Mróz. Wypuszczanie ebooków po angielsku za oceanem to praktyka pompująca raczej ego autorów, a nie portfele. Szczególnie, że zainteresowanie  czytelników naszymi książkami w wersjach anglojęzycznych jest znikome. Myślę, że na jakiś czas porzucę mrzonki o zostaniu drugą Anne Rice i skupię się na rodzimej piaskownicy.

68487241_934721343530043_4900312643966861312_n

Woła mnie ciemność

Twarzą w twarz

Czy dużą trudność sprawia samodzielne tłumaczenie książek?

Nie. Mnie generalnie tłumaczenie, czy to z angielskiego na polski, czy odwrotnie, nie sprawia trudności, bo kocham to i robię od dwudziestu lat. Tłumacząc własny tekst mogę po prostu napisać powieść od nowa, ale w innym języku. Nie muszę przecież zachowywać wierności oryginałowi. Obie wersje są moje i obie są pełnoprawne. Inaczej rzecz wygląda w przypadku tłumaczenia innych. A jak? O tym przekonacie się jeszcze tego lata, bo na naszym rynku ukaże się pierwsza powieść w moim przekładzie, tom trzeci poczytnego, rozrywkowego cyklu. Mam nadzieję, że czytelnicy docenią mój koloryt i pojawią się kolejne książki z tej serii w moim tłumaczeniu.

Honorata, autorka bloga Myshelf And Books oraz patronka „O jeden krok za daleko” podsunęła mi ciekawe pytanie. Zastanawiamy się czy wyobrażałaś sobie kiedykolwiek z kim ze znanych muzyków/kompozytorów mogliby wystąpić Armagnac oraz Lothar na jednej scenie?

Tutaj przychodzą mi do głowy dwa nazwiska: Lothar na pewno chętnie pograłby jazz z Nigelem Kennedym, a Armagnac zechciałby akompaniować znakomitemu kontratenorowi – Philippowi Jaroussky’emu. Występy Lothara w „Twarzą w twarz” są mocno inspirowane żywiołowością Nigela na scenie. No a Philippe… to jest pierwszy głos Uccellina. Ostatnio jednak wydaje mi się, że Uccellino śpiewa głosem Dimasha Kudaibergena.

Chciałabym Cię teraz podpytać o sam proces twórczy. Przy nowej historii pierwszym elementem, który rodzi się w Twojej głowie, są bohaterowie czy zarys fabuły?

Zawsze bohaterowie. To bohater musi wyłonić się z cienia, dopiero potem wyostrza się wokół niego sceneria. Fabuła pojawia się na końcu, często w trakcie pisania i wynika z działań bohaterów. Nie potrafię zrobić planu całej powieści. To znaczy, potrafię, ale potem już nie mam ochoty jej pisać. Mam dwa takie projekty i jakoś nie spieszę się do ich napisania, bo już wiem, co się wydarzy, a to jest…nudne. Wolę, gdy bohater mnie zaskakuje.

Którą powieść pisało Ci się najłatwiej, najszybciej, a którą wręcz odwrotnie – proces twórczy był mozolny, przedłużał się?

Najwspanialej pisało mi się „Woła mnie ciemność”, czułam się jak natchniona. Żyłam życiem moich bohaterów, oddychałam mroźnym powietrzem Londynu, pisałam po nocach.  Do tej pory uważam, że to moja najlepsza książka, nasycona najprawdziwszymi emocjami, choć zawierająca wątek fantastyczny. Najtrudniej było mi wrócić do „Pianissimo”, bo musiałam niejako raz jeszcze przeżyć tę historię, ale spojrzeć na nią oczyma bohaterki. A skoro znałam finał, niełatwo było mi dążyć do nieuniknionego.

Masz jakiś swój własny rytuał przy pisaniu książek, który musi zostać odprawiony? Na przykład: muzyka w tle lub całkowita cisza, gorąca kawa bądź herbata obok? A może jakieś przekąski?

Nie. Pisze się albo się nie pisze. Nie potrafię sztucznie wzbudzić inspiracji; w martwych okresach, które trwały nieraz miesiącami, nie byłam w stanie zmusić się do pracy. Automatyczne klepanie wyznaczonej na dzień ilości słów czy znaków to nie sztuka, a rzemieślnictwo. Gorzej, jeśli nad głową wisi deadline… Dopiero niedawno zaczęłam to odczuwać, bo jeszcze w tym roku ma się ukazać SZEŚĆ książek, których jestem autorką, współautorką bądź tłumaczką. To jakieś szaleństwo! Z jednej strony się cieszę jak głupia, że w końcu mam propozycje, umowy, ale nie wiem, jak długą będę w stanie wytrzymać taką intensywność.

O jeden krok za daleko 1080x1080

O jeden krok za daleko

Na jednej z transmisji na Facebooku wspominałaś, że bohaterka Ada z Twojej najnowszej powieści „O jeden krok za daleko” miała być postacią, do której czytelnicy nie zapałają sympatią. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że z Lidią z „Jesiennego motyla”  jest trochę podobnie. Na początku książki nie przedstawiasz jej z najlepszej strony, jest typową żyletą korporacyjną, jak sama ją określasz, której cechy charakteru, sposób życia może czytelników zniechęcić. Wszystko oczywiście wyjaśnia się z końcówką powieści, ale zastanawiam się skąd wziął się pomysł na takie postacie? Jaka była geneza tych bohaterek?

Ja generalnie nie lubię pisać postaci kobiecych, więc pewnie z tego to wynika. Do moich chłopaków pałam żarliwą miłością, a dziewczyny… cóż, są chyba w mojej głowie jakąś konkurencją. Lidia to  najbardziej nieprawdziwa postać, jaką napisałam, w tym sensie, że na nikim i niczym się nie wzorowałam. Jest jak android zbudowany w literackim laboratorium. Ada natomiast jest sumą wszystkich moich frustracji, które w okresie pisania „O jeden krok…” bardzo mi dokuczały. Postać nasycona takimi złymi emocjami nie może wzbudzać sympatii. Ale jej katharsis i jej przemiana mogą mieć efekt uleczający dla czytelników, na co bardzo liczę.

Przykłady Lidii oraz Ady pokazują, że pod wpływem innych osób i pewnych wydarzeń w życiu nawet człowiek po przejściach może przejść wewnętrzną przemianę. Czy Ty sama wierzysz w to, że ludzie są w stanie tak diametralnie zmienić swoje zachowanie i charakter, podobnie, jak bohaterki Twoich książek?

Przeczytałam w życiu kilka książek, które je odmieniły. Chciałabym wierzyć, że moje również mogą mieć na kogoś taki wpływ. Nie jest to chyba jednak tak proste w przypadku naprawdę poważnych problemów. Są traumy, których nie można wyleczyć i drzazgi, których nie można wyciągnąć. Możemy jedynie udawać, zakładać maski. A literatura to przecież fikcja, bajka, która ma choć na chwilę przynieść ukojenie. Jeśli jednak moje książki pomogą komuś zmienić coś w życiu na lepsze, to świetnie. Może nie wszyscy są tak bardzo przywiązani do ciemnej strony jak ja?

Jesienny-motyl

Jesienny motyl

W swoich powieściach obyczajowych poruszyłaś już temat bezdomności, męskiej prostytucji oraz alkoholizmu. To świetnie pokazuje, że nie boisz się tematów ciężkich, których niektórzy wręcz unikają, czasami próbują ich nie dostrzegać. Masz jeszcze jakieś pomysły na książki w klimacie „Jesiennego motyla” oraz „O jeden krok za daleko”, które również przedstawiałyby tematy tabu?

Nie mogę powiedzieć, o czym są kolejne książki, które już czekają na wydanie, ale zapewniam, że nie będą lekkie, łatwe i przyjemne. Oczywiście, lekka literatura też jest potrzebna. Moje opowiadanie „Turystka”, które już za chwilę ukaże się w letniej antologii, jest bardzo zabawowe, lecz niepozbawione głębszych przemyśleń. A powieść, którą przetłumaczyłam, to już w ogóle waga piórkowa niewymagająca od czytelnika niczego poza umiejętnością składania liter. No dobra, może nie aż tak… Mogę zdradzić tyle: tytuł roboczy powieści mającej się ukazać na wiosnę brzmi „Galerianka”. To chyba mówi wszystko.

Na stronie autorskiej wspomniałaś kiedyś, że nie przepadasz za końmi, mimo to zwierzęta te odgrywają dosyć dużą rolę w „O jeden krok za daleko”. Dlaczego? Skąd taki pomysł?

Nie o to chodzi, że nie przepadam… Boję się ich, bo są duże i nieprzewidywalne. Zdarza mi się jednak podchodzić do nich, gdy są za płotem. Kilka razy siedziałam w siodle. A ta prosta historia zrodziła się, gdy spacerowałam po okolicznych terenach zielonych z moją pierwszą psiną, Zuzią. I od tego właśnie wszystko się zaczęło. Prosta historia, sfrustrowana baba na polu z psem… hahahaha! No jakoś już poszło! Jeśli koniarze odnajdą w tej powieści prawdę na temat koni, uznam to za największy sukces.

Powieść sci-fi „DICE” ukazała się jako audiobook w świetnej interpretacji Filipa Kosiora, jednak jestem ciekawa czy zanim usłyszałaś głos pana Filipa na próbce miałaś jakieś inne typy jeśli chodzi o wybór lektora?

Nie. To była miłość od pierwszego usłyszenia. Poszukiwałam głosu, który mógłby przeczytać „Woła mnie ciemność”. Obiecuję, że pan Filip przeczyta dla Was tę książkę, prędzej czy później. Nie wyobrażam sobie teraz, by jakikolwiek inny lektor czytał moje teksty.

89349953_1104937379841771_6744574341058396160_o

DICE

Pierwszego lipca ukaże się antologia „Gorące lato”, w której będzie można przeczytać Twoją nowelę. Czy to Ty znalazłaś antologię, a może ona Ciebie? Opowiedz nam coś więcej o tym wydawnictwie.

To był łut szczęścia! Odezwała się do mnie pani redaktor, której gdzieś mignął „Jesienny motyl”. Świetnie się dogadujemy, nie tylko w kwestii antologii. „Gorące lato” jest wydawane przez Akurat, podfilię Muzy. I to właśnie dla Muzy teraz tłumaczę. Mam nadzieję na długą i owocną współpracę na wielu płaszczyznach! Efekty poznacie już niedługo!

Na koniec takie luźne pytanie. Jakie rady udzieliłabyś osobom początkującym, które dopiero zaczynają pisać oraz takim, które starają się wydać swój debiut? Czy są jakieś kwestie, na które w obydwu tych przypadkach należy zwrócić szczególną uwagę?

Po pierwsze, czytajcie klasyków. Zdania wielokrotnie złożone i trudne słowa naprawdę nie gryzą! A te książki przetrwały wieki właśnie dlatego, że są wspaniale napisane. Miejcie szacunek dla czytelników, nie publikujcie nigdzie tekstów pełnych błędów i literówek, zasłaniając się tym, że „dopiero zaczynacie”. Gdy widzę, że ktoś przeczytał w życiu jedną książkę, a potem postanowił zostać „pisarzę” i właśnie przychodzi do ludzi ze swoją wybitną pierwszą powieścią, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Owszem, ja też kiedyś przeczytałam książkę, po której stwierdziłam, że napiszę swoją. Ale potem napisałam tysiące stron „do szuflady”. Nikt nie staje się pisarzem po przeczytaniu jednej książki i napisaniu jednej. No chyba, że mówimy o Margaret Mitchell albo Harper Lee. Pamiętajcie jednak, że NIE JESTEŚCIE NIMI! 😉

Agato, bardzo dziękuję Ci za wywiad! Mam nadzieję, że pozostałe zaplanowane na ten rok premiery odbędą się bez przeszkód!

102427543_2330293343944810_8581982086389301248_o

3 uwagi do wpisu “„Nie da się napisać czegoś zupełnie oryginalnego. ” – Wywiad z AGATĄ SUCHOCKĄ!

  1. Pingback: [PATRONAT] O JEDEN KROK ZA DALEKO, Agata Suchocka [Recenzja przedpremierowa] – BLACK UNICORN PRESENTS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s