OSTATNI STRAŻNIK, Jeff Grubb [Recenzja]

Uwielbiam książki, gdzie tytuł i opis sugerują całkiem inną fabułę, niż ta, która faktycznie jest przedstawiona. Taką książką jest właśnie Ostatni Strażnik Jeffa Grubba. Tutaj nawet okładka może wprowadzać w błąd. Byłam przekonana, że ta pozycja będzie inna, o innych bohaterach, z inną historią. Nie podejrzewałam, że aż tak bardzo się myliłam.

Ostatni Strażnik to kolejna lektura z serii Blizzard Legends wydawanej przez Wydawnictwo Insignis. Po opisie możemy spodziewać się historii o Medivhie, który był tytułowym ostatnim Strażnikiem Tirisfal. Żył on w samotnej wieży zwanej Karazhan, jego zadaniem było pilnowanie, by demony nie powróciły na spokojne Azeroth. Jednak prawda dotycząca fabuły jest całkiem inna. Przez 99% książki towarzyszymy młodemu Khadgarowi, który przybył do Karazhanu z miasta Dalaran, by zostać uczniem Medivha. I to mu się udało. Przez ponad rok pobierał nauki u swego mistrza, zdobywał doświadczenie magiczne i zwiększał swoją moc. W tym samym czasie jednak Azeroth zostało zaatakowane przez dziwne, zielonoskóre istoty zwane orkami. Medivh, jako Strażnik, pomaga królowi Wichrogrodu w rozwiązaniu problemu. Towarzyszy mu przy tym jego uczeń. Jednak to nie orkowie są największym zmartwieniem magów. Ktoś przyzywa potężne demony, które mordują czarodziei związanych z Zakonem Tirisfal, tajną organizacją, która powołała do życia funkcję Strażnika. W dodatku mistrz Khadgara zachowuje się coraz bardziej dziwnie, a jego zniknięcia są coraz częstsze i owiane coraz większą tajemnicą. Młody mag próbuje poznać prawdę o szaleństwie Medivha, pomaga mu w tym tajemnicza Garona, w której żyłach płynie krew zarówno orka i człowieka. Jakie tajemnice skrywa Medivh? Kto stoi za przyzywaniem demonów? Co oznaczają wizje żyjące w Karazhanie? Czy ciekawość Khadgara doprowadzi go do prawdy?

Ostatni Strażnik to powieść ociekająca magią, która będzie sączyć się między Waszymi palcami podczas lektury. Magiczny tutaj jest prawie każdy element – bohaterowie, wieża, księgi, walki. Z jednej strony to nic dziwnego, skoro książka dotyczy czarodziei, ale już dawno ta cała magiczna otoczka nie była dla mnie tak mocno wyczuwalna podczas lektury. Ostatni raz czułam coś takiego chyba przy Harrym Potterze, którego czytałam mając osiem lat. Jednocześnie powieść jest dosyć poważna, miejscami wręcz brutalna i przerażająca. Dlaczego? Karazhan nie jest zwykła budowlą, to miejsce potężnej energii magicznej, która potrafi tak zaginać rzeczywistością, że mieszkańcy mogą doświadczyć wizji przeszłości, a nawet przyszłości. Ta wieża skrywa wiele tajemnic. Jedną z nich są jej podziemia, do których prowadzi ukryte przejście. Podziemia to odwzorowana wieża, ale tutaj wszystko jest inne, mroczne. W miejscu, gdzie na powierzchni są sale balowe, tutaj mamy ogromne lochy pełne zardzewiałych łańcuchów. Podziemna „biblioteka” natomiast skrywa w swych ciemnościach istoty nie z tego świata. Kiedyś twórcy World Of Warcraft podjęli próbę uzupełnienia Karazhanu z gry o te wszystkie krypty i lochy. Koniec końców lokację usunięto, ponieważ uznano ją za zbyt niepokojącą, ale zdolniejsi gracze się do niej dostali i w Internecie można znaleźć nagrania, na których widać ludzkie szczątki na łańcuchach w zalanych wodą kryptach. Bohaterowie książki nie zwiedzili całych podziemi, ale kto wie co jeszcze by w nich znaleźli.

Na początku napisałam, że przez 99% fabuły towarzyszymy Khadgarowi w jego nauce. Co z tym 1%? To jest prawdziwa rzeczywistość. Nauka Khadgara, zmagania z orkami, odkrywanie tajemnicy demonów to tylko wspomnienie, które zostało przywołane przez tajemniczego intruza, który w prologu przybył do opuszczonej wieży Karazhan. I to właśnie tego intruza, którego tożsamość poznajemy w epilogu, możemy nazwać głównym bohaterem, choć przez całą książkę spotykamy go zaledwie dwa razy. Brzmi dziwnie, ale ma to swój sens i po zrozumieniu tego zabiegu naprawdę się wzruszyłam.

Co się tyczy samego autora, Jeffa Grubba, to było to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. I nie zawiodłam się. Powieść czytało się naprawdę bardzo przyjemnie, autor świetnie dopasował opisy oraz dialogi tak, by czytelnik czuł, jakby wszystko zostało spisane ręką Khadgara, który de facto miał około dwudziestu lat podczas wydarzeń Ostatniego Strażnika. Nie brakuje tu barwnych opisów miejsc czy sytuacji okraszonych nutką błazeństwa wynikającego z wieku bohatera. Styl zmienia się, gdy towarzyszymy intruzowi w prologu i epilogu, tutaj język jest zdecydowanie poważniejszy. Dla mnie jest to, jak najbardziej na plus.

Podsumowując, dla mnie Ostatni Strażnik był naprawdę miłym zaskoczeniem. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to moja druga ulubiona pozycja z całej serii Blizzard Legends. Druga, ponieważ Arthasa nic nie przebije. Zauważyłam jednak, że ostatnie książki z cyklu, które wydaje Insignis, są ze sobą dosyć ściśle powiązane. Wcześniej kolejność była taka troszkę pomieszana, ale od Fal ciemności mamy pewną ciągłość wydarzeń, które mają miejsce na Azeroth. Dlatego gdyby ktoś z Was planował sięgnąć po tę Ostatniego Strażnika, sugeruję zacząć przygodę co najmniej od Fal ciemności Rosenberga. Co się tyczy książki Grubba – nie zawiedziecie się, uważam, że każdy kto choć trochę się interesuje całym uniwersum Warcrafta spędzi przyjemnie czas podczas lektury. Ja się od niej oderwać nie mogłam.

67689846_492135381603144_8626607762962382848_n

8 uwag do wpisu “OSTATNI STRAŻNIK, Jeff Grubb [Recenzja]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s